Po prostu
"Everything is simpler than you think and at the same time more complex than you imagine."
14 czerwca 2010
Znowu zamęt
Oczywiście jak to w moim życiu zwykle bywa nastał czas zawieruchy. Mam nadzieję, że do końca tygodnia coś się wyklaruje. Zniechęcona jestem tym wszystkim. Za dużo się wydarzyło. W dniu dzisiejszym przynajmniej chociaż trochę udało mi się zdystansować. Jutro umówiłam się na plotki i zamierzam zjeść ogromny kawałek dobrego ciasta. Myślę też, że mogę się spokojnie spóźnić. W sumie powinnam pojechać i zrobić sobie w końcu te wkładki ortopedyczne. Myślę, że to idealny moment, żeby się tym zająć. Jak nie jutro to ostatecznie w środę. Nie będzie dziś głębokich przemyśleń. O czym tu znowu tak w ogóle przemyśliwać. W tramwaju śmierdziało, padał deszcz, klimat trudny do zniesienia. Mieszkam w kraju absurdów - już to nawet kiedyś, gdzieś napisałam. Czyż nie jest absurdem fakt, że jednego dnia mamy 30 stopni ciepła a następnego szczękasz zębami, bo temperatura spada do 10. To przecież nie pustynia, ani step. To Polska nasza Najważniejsza...
7 marca 2010
Dużo za dużo
Ten ostatni czas jest dla mnie niekiedy oceanem trosk. Są takie chwile, kiedy pomimo najszczerszych chęci, żeby temu zapobiec, wszystkie moje lęki ożywają. Ciekawe jest to, że nawet niespecjalnie jestem w stanie je zdefiniować. Gdybym bała się pająków na przykład. Widzę pająka i się boję, ok to jest jeszcze do zniesienia. Teraz natomiast dzieje się tak, że w pewnym momencie ściska mnie w środku ogromna panika. Zatrzymuje się w miejscu niczym piesek preriowy i nasłuchuję ostro wciągając powietrze. Tak jakbym dzięki temu mogła wyczuć, z której strony świata nadchodzi zagrożenie. To nie pomaga niestety.
Tydzień temu nastąpiła jakaś masakra w moim życiu. Masakra pod względem przypominania sobie tego, o czym zapomnieć bardzo chciałam. Dzwoni moja młodsza siostra. Poszło o wzajemne stosunki z rodzicami. Oni nie rozumieją, ona nie rozumie - sytuacja się zazębia i każda ze stron okopuje się we własnym rowie. Pierwszy raz otwarcie stanęłam po stronie małej. Ok, jest niemożliwa, ok mąci i bywa arogancka. Niemniej jednak nikogo nie wolno traktować jak śmiecia. Nie wolno umniejszać jego wartości. Nie wolno poniewierać innym człowiekiem, niezależnie od tego ile trudności w życiu się przeżyło. To trochę tak jak z dorosłym cierpiętnikiem, któremu wszystko wolno ponieważ miał ciężkie dzieciństwo. To dzieciństwo zwalnia go z odpowiedzialności za swoje życie, za relacje, za decyzje. Jest biedny i biedny pozostanie ponieważ kiedyś miał kiepskie dzieciństwo. Dziś sobie myślę, że na palcach jednej reki można policzyć tych, którzy mieli zajebiste dzieciństwo ( oczywiście mówię o grupie znanych mi osób).
Nie umiem teraz rozmawiać z matką. Cisną mi się na język słowa, których wypowiedzieć wcale bym nie chciała. Oczywiście zaczęła się teraz użalać, że nie odbieram od niej telefonów. Znowu jest powód do tego, żeby było jej źle. Znowu tym powodem jestem ja. Jak nie to, że się wtrącam to, to że się nie interesuje. Jak się nie interesuje, że się nie interesuje.
Ja nie mam siły. Potrzebuję czasu, żeby się z tego otrząsnąć. Padło wiele słów. Mała była u mnie przez prawie tydzień. To, co było mówione na mój temat i bliskiej mi osoby za moimi plecami wystarczyło, żeby otworzyły się stare rany. Oczywiście nie słyszałam tego wprost więc tak naprawdę nie powinnam się na tym opierać. Niemniej jednak to co usłyszałam wystarczyło, żebym się odsunęła. Dotarło do mnie, że w pewnych kwestiach nic się nie zmieniło. Jestem po to, żeby przytakiwać... Nie ma tam dla mnie miejsca jak dla pełnoprawnego partnera w dyskusji. Za każdym razem, kiedy zajmę stanowisko okazuje się, że potem wstawia się mnie do lodówki. W tym przypadku zastosowałam tą taktykę zanim została ona skierowana przeciwko mnie. Zamroziłam to całe towarzystwo. Nie chcę się denerwować więcej nimi. Nie chcę, żeby mnie wplątywali w swoje gierki. Nie chcę więcej słyszeć co kto, komu oraz dlaczego. Nie chcę więcej zajmować stanowiska. Każdy odpowiedzialny jest za siebie. Za swoje decyzje, za swoje czyny ponosi odpowiedzialność. Nie będę ich już ratować, za dużo mnie to kosztuje. Dotarło do mnie, że pewne rzeczy się we mnie nie zmieniły. Nadal próbowałam być bohaterem w tej wojnie. Tylko po co?
Tydzień temu nastąpiła jakaś masakra w moim życiu. Masakra pod względem przypominania sobie tego, o czym zapomnieć bardzo chciałam. Dzwoni moja młodsza siostra. Poszło o wzajemne stosunki z rodzicami. Oni nie rozumieją, ona nie rozumie - sytuacja się zazębia i każda ze stron okopuje się we własnym rowie. Pierwszy raz otwarcie stanęłam po stronie małej. Ok, jest niemożliwa, ok mąci i bywa arogancka. Niemniej jednak nikogo nie wolno traktować jak śmiecia. Nie wolno umniejszać jego wartości. Nie wolno poniewierać innym człowiekiem, niezależnie od tego ile trudności w życiu się przeżyło. To trochę tak jak z dorosłym cierpiętnikiem, któremu wszystko wolno ponieważ miał ciężkie dzieciństwo. To dzieciństwo zwalnia go z odpowiedzialności za swoje życie, za relacje, za decyzje. Jest biedny i biedny pozostanie ponieważ kiedyś miał kiepskie dzieciństwo. Dziś sobie myślę, że na palcach jednej reki można policzyć tych, którzy mieli zajebiste dzieciństwo ( oczywiście mówię o grupie znanych mi osób).
Nie umiem teraz rozmawiać z matką. Cisną mi się na język słowa, których wypowiedzieć wcale bym nie chciała. Oczywiście zaczęła się teraz użalać, że nie odbieram od niej telefonów. Znowu jest powód do tego, żeby było jej źle. Znowu tym powodem jestem ja. Jak nie to, że się wtrącam to, to że się nie interesuje. Jak się nie interesuje, że się nie interesuje.
Ja nie mam siły. Potrzebuję czasu, żeby się z tego otrząsnąć. Padło wiele słów. Mała była u mnie przez prawie tydzień. To, co było mówione na mój temat i bliskiej mi osoby za moimi plecami wystarczyło, żeby otworzyły się stare rany. Oczywiście nie słyszałam tego wprost więc tak naprawdę nie powinnam się na tym opierać. Niemniej jednak to co usłyszałam wystarczyło, żebym się odsunęła. Dotarło do mnie, że w pewnych kwestiach nic się nie zmieniło. Jestem po to, żeby przytakiwać... Nie ma tam dla mnie miejsca jak dla pełnoprawnego partnera w dyskusji. Za każdym razem, kiedy zajmę stanowisko okazuje się, że potem wstawia się mnie do lodówki. W tym przypadku zastosowałam tą taktykę zanim została ona skierowana przeciwko mnie. Zamroziłam to całe towarzystwo. Nie chcę się denerwować więcej nimi. Nie chcę, żeby mnie wplątywali w swoje gierki. Nie chcę więcej słyszeć co kto, komu oraz dlaczego. Nie chcę więcej zajmować stanowiska. Każdy odpowiedzialny jest za siebie. Za swoje decyzje, za swoje czyny ponosi odpowiedzialność. Nie będę ich już ratować, za dużo mnie to kosztuje. Dotarło do mnie, że pewne rzeczy się we mnie nie zmieniły. Nadal próbowałam być bohaterem w tej wojnie. Tylko po co?
13 stycznia 2010
Miłosierny...
Ja Bóg Twój Miłosierny, Ten co zawsze i wszędzie śledzi każdy Twój krok i chroni Cię przed niebezpieczeństwem. Ten, do którego modlisz się o zmiłowanie, pomoc, nadzieję zsyłam na Haiti trzęsienie ziemi. Niech rozstąpi się ziemia w tym biednym zakątku Świata. Niech slumsy i ludzi pochłonie ziemia. Zdmuchnę z powierzchni ziemi wszystkich tych ubogich. Niech już się nie męczą. Moje Miłosierdzie nie zna przecież granic. Ty cierpisz i cierpieć będziesz, taka już Twoja rola!!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)