Siedziałam w tym kościele i nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Nie mogłam uwierzyć, że nigdy więcej Cię nie zobaczę. Słowa księdza o zmartwychwstaniu i innych tam prawdach parzyły mnie wręcz. Ciało Chrystusa skojarzyło mi się z rozszarpywaniem kogoś na kawałki. Nie umiałam poradzić sobie z gniewem. Skierowałam go na tego, który głosi, że jest dobry i miłosierny. Początkowo nawet nie widziałam urny, która stała na środku kościoła. Jakaś część mnie nawet odetchnęła z ulgą, że jej nie widzę. Mogłam wmawiać sobie chociaż przez chwilę, że to taka zwykła msza, tylko trochę inna. Potem do mnie dotarło. Płakałam. Jak sobie wyobrażam ciało, które nie jest ciałem a jedynie prochem wsypanym do pojemnika. Chce mi się wyć. Wyobrażam sobie Ciebie taką jaka byłaś : radosną, pełną życia, uśmiechniętą, mądrą, zmierzającą do celu, pozytywną. To ciekawe ale nie pamiętam ( poza czasem choroby, co jest zupełnie zrozumiałe) takich momentów, żebyś była zdołowana lub epatowała niechęcią. Zawsze był jakiś plan, który warto byłoby zrealizować. Zawsze były marzenia, które tylko czekały żeby się spełnić. Strasznie mi to w Tobie imponowało. Nie wiem, czy Ci o tym powiedziałam ale uratowałaś mi życie. To, że jestem teraz z tym, kim jestem zawdzięczam Tobie. Pamiętasz ten dzień, kiedy przyszłam do Ciebie zapłakana i pogubiona? Siedziałam i mówiłam. Słuchałaś. To było wspaniałe. Usłyszałam krótkie i proste zastosowanie. Prawdę między oczy, bez owijania w bawełnę. Szkic zdarzeń podany w sposób klarowny oraz informację co z tym można zrobić. Z zastrzeżeniem, że prosiłam o radę i takie zastosowanie jest możliwe tylko wtedy, kiedy je rzeczywiście czuję. Z naciskiem, że to ja podejmuję decyzję i ja będę ponosić jej konsekwencje. Zaraz po powrocie od Ciebie zrobiłam porządek w swoim życiu. Było mi łatwiej. Wiele razy było tak, że jechałam do Ciebie i uspokajałam swój ocean trosk. Wystarczyło, że posiedziałam z Tobą w tym pięknym, wypełnionym bibelotami pokoju i zostałam wysłuchana. Robiło się spokojniej. Doskonale pamiętam jak przyjeżdżaliście oboje do rodziców. Często czekałam na Was z utęsknieniem. Wiedziałam, że jak się pojawisz to będziesz potrafiła rozładować emocje. Często sprawiałaś, że mama przestawała się nas czepiać. Wkurzała się na Ciebie, ale wcześniej czy później zaczynała słuchać. Nie wiem, gdzie jesteś teraz. Mam nadzieję, że to miejsce jest przyjemne. Mam nadzieję, że nie cierpisz. Pewnie będę do Ciebie pisać. To pomaga... Jakaś część mówi mi, że jesteś. Nie zniknęłaś. Śniłaś mi się. Miałam dla Ciebie perfumy. Bardzo się z nich cieszyłaś. Pamiętam, że byłam zachwycona że Cię widzę.
Kocham Cię i tęsknię. Nie mogę uwierzyć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz