<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-9115771997686302654</id><updated>2011-07-08T12:03:32.154-07:00</updated><category term='myslenie'/><category term='dupa'/><category term='szkoła'/><category term='niechec'/><category term='pustka'/><category term='jesień'/><title type='text'>Po prostu</title><subtitle type='html'>"Everything is simpler than you think and at the same time more complex than you imagine."</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://oczywistosc.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9115771997686302654/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://oczywistosc.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Tweety</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18133946039888554039</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>26</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9115771997686302654.post-7874753062827704730</id><published>2010-06-14T14:45:00.000-07:00</published><updated>2010-06-14T14:45:58.045-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pustka'/><title type='text'>Znowu zamęt</title><content type='html'>Oczywiście jak to w moim życiu zwykle bywa nastał czas zawieruchy. Mam nadzieję, że do końca tygodnia coś się wyklaruje. Zniechęcona jestem tym wszystkim. Za dużo się wydarzyło. W dniu dzisiejszym przynajmniej chociaż trochę udało mi się zdystansować. Jutro umówiłam się na plotki i zamierzam zjeść ogromny kawałek dobrego ciasta. Myślę też, że mogę się spokojnie spóźnić. W sumie powinnam pojechać i zrobić sobie w końcu te wkładki ortopedyczne. Myślę, że to idealny moment, żeby się tym zająć. Jak nie jutro to ostatecznie w środę. Nie będzie dziś głębokich przemyśleń. O czym tu znowu tak w ogóle przemyśliwać. W tramwaju śmierdziało, padał deszcz, klimat trudny do zniesienia. Mieszkam w kraju absurdów - już to nawet kiedyś, gdzieś napisałam. Czyż nie jest absurdem fakt, że jednego dnia mamy 30 stopni ciepła a następnego szczękasz zębami, bo temperatura spada do 10. To przecież nie pustynia, ani step. To Polska nasza Najważniejsza...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9115771997686302654-7874753062827704730?l=oczywistosc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://oczywistosc.blogspot.com/feeds/7874753062827704730/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9115771997686302654&amp;postID=7874753062827704730' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9115771997686302654/posts/default/7874753062827704730'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9115771997686302654/posts/default/7874753062827704730'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://oczywistosc.blogspot.com/2010/06/znowu-zamet.html' title='Znowu zamęt'/><author><name>Tweety</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18133946039888554039</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9115771997686302654.post-8744870655003450117</id><published>2010-03-07T11:34:00.000-08:00</published><updated>2010-03-07T11:49:28.671-08:00</updated><title type='text'>Dużo za dużo</title><content type='html'>Ten ostatni czas jest dla mnie niekiedy oceanem trosk. Są takie chwile, kiedy pomimo najszczerszych chęci, żeby temu zapobiec, wszystkie moje lęki ożywają. Ciekawe jest to, że nawet niespecjalnie jestem w stanie je zdefiniować. Gdybym bała się pająków na przykład. Widzę pająka i się boję, ok to jest jeszcze do zniesienia. Teraz natomiast dzieje się tak, że w pewnym momencie ściska mnie w środku ogromna panika. Zatrzymuje się w miejscu niczym piesek preriowy i nasłuchuję ostro wciągając powietrze. Tak jakbym dzięki temu mogła wyczuć, z której strony świata nadchodzi zagrożenie. To nie pomaga niestety.&lt;br /&gt;Tydzień temu nastąpiła jakaś masakra w moim życiu. Masakra pod względem przypominania sobie tego, o czym zapomnieć bardzo chciałam. Dzwoni moja młodsza siostra. Poszło o wzajemne stosunki z rodzicami. Oni nie rozumieją, ona nie rozumie - sytuacja się zazębia i każda ze stron okopuje się we własnym rowie. Pierwszy raz otwarcie stanęłam po stronie małej. Ok, jest niemożliwa, ok mąci i bywa arogancka. Niemniej jednak nikogo nie wolno traktować jak śmiecia. Nie wolno umniejszać jego wartości. Nie wolno poniewierać innym człowiekiem, niezależnie od tego ile trudności w życiu się przeżyło. To trochę tak jak z dorosłym cierpiętnikiem, któremu wszystko wolno ponieważ miał ciężkie dzieciństwo. To dzieciństwo zwalnia go z odpowiedzialności za swoje życie, za relacje, za decyzje. Jest biedny i biedny pozostanie ponieważ kiedyś miał kiepskie dzieciństwo. Dziś sobie myślę, że na palcach jednej reki można policzyć tych, którzy mieli zajebiste dzieciństwo ( oczywiście mówię o grupie znanych mi osób).&lt;br /&gt;Nie umiem teraz rozmawiać z matką. Cisną mi się na język słowa, których wypowiedzieć wcale bym nie chciała. Oczywiście zaczęła się teraz użalać, że nie odbieram od niej telefonów. Znowu jest powód do tego, żeby było jej źle. Znowu tym powodem jestem ja. Jak nie to, że się wtrącam to, to że się nie interesuje. Jak się nie interesuje, że się nie interesuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja nie mam siły. Potrzebuję czasu, żeby się z tego otrząsnąć. Padło wiele słów. Mała była u mnie przez prawie tydzień. To, co było mówione na mój temat i bliskiej mi osoby za moimi plecami wystarczyło, żeby otworzyły się stare rany. Oczywiście nie słyszałam tego wprost więc tak naprawdę nie powinnam się na tym opierać. Niemniej jednak to co usłyszałam wystarczyło, żebym się odsunęła. Dotarło do mnie, że w pewnych kwestiach nic się nie zmieniło. Jestem po to, żeby przytakiwać... Nie ma tam dla mnie miejsca jak dla pełnoprawnego partnera w dyskusji. Za każdym razem, kiedy zajmę stanowisko okazuje się, że potem wstawia się mnie do lodówki. W tym przypadku zastosowałam tą taktykę zanim została ona skierowana przeciwko mnie. Zamroziłam to całe towarzystwo. Nie chcę się denerwować więcej nimi. Nie chcę, żeby mnie wplątywali w swoje gierki. Nie chcę więcej słyszeć co kto, komu oraz dlaczego. Nie chcę więcej zajmować stanowiska. Każdy odpowiedzialny jest za siebie. Za swoje decyzje, za swoje czyny ponosi odpowiedzialność. Nie będę ich już ratować, za dużo mnie to kosztuje. Dotarło do mnie, że pewne rzeczy się we mnie nie zmieniły. Nadal próbowałam być bohaterem w tej wojnie. Tylko po co?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9115771997686302654-8744870655003450117?l=oczywistosc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://oczywistosc.blogspot.com/feeds/8744870655003450117/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9115771997686302654&amp;postID=8744870655003450117' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9115771997686302654/posts/default/8744870655003450117'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9115771997686302654/posts/default/8744870655003450117'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://oczywistosc.blogspot.com/2010/03/duzo-za-duzo.html' title='Dużo za dużo'/><author><name>Tweety</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18133946039888554039</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9115771997686302654.post-1484845347852256373</id><published>2010-01-13T12:15:00.000-08:00</published><updated>2010-01-13T12:18:11.009-08:00</updated><title type='text'>Miłosierny...</title><content type='html'>Ja Bóg Twój Miłosierny, Ten co zawsze i wszędzie śledzi każdy Twój krok i chroni Cię przed niebezpieczeństwem. Ten, do którego modlisz się o zmiłowanie, pomoc, nadzieję zsyłam na Haiti trzęsienie ziemi. Niech rozstąpi się ziemia w tym biednym zakątku Świata. Niech slumsy i ludzi pochłonie ziemia. Zdmuchnę z powierzchni ziemi wszystkich tych ubogich. Niech już się nie męczą. Moje Miłosierdzie nie zna przecież granic. Ty cierpisz i cierpieć będziesz, taka już Twoja rola!!!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9115771997686302654-1484845347852256373?l=oczywistosc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://oczywistosc.blogspot.com/feeds/1484845347852256373/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9115771997686302654&amp;postID=1484845347852256373' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9115771997686302654/posts/default/1484845347852256373'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9115771997686302654/posts/default/1484845347852256373'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://oczywistosc.blogspot.com/2010/01/miosierny.html' title='Miłosierny...'/><author><name>Tweety</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18133946039888554039</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9115771997686302654.post-433294835234467162</id><published>2010-01-11T12:50:00.000-08:00</published><updated>2010-01-11T13:05:31.961-08:00</updated><title type='text'>Pożegnanie</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;Siedziałam w tym kościele i nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Nie mogłam uwierzyć, że nigdy więcej Cię nie zobaczę. Słowa księdza o zmartwychwstaniu i innych tam prawdach parzyły mnie wręcz. Ciało Chrystusa skojarzyło mi się z rozszarpywaniem kogoś na kawałki. Nie umiałam poradzić sobie z gniewem. Skierowałam go na tego, który głosi, że jest dobry i miłosierny. Początkowo nawet nie widziałam urny, która stała na środku kościoła. Jakaś część mnie nawet odetchnęła z ulgą, że jej nie widzę. Mogłam wmawiać sobie chociaż przez chwilę, że to taka zwykła msza, tylko trochę inna. Potem do mnie dotarło. Płakałam. Jak sobie wyobrażam ciało, które nie jest ciałem a jedynie prochem wsypanym do pojemnika. Chce mi się wyć. Wyobrażam sobie Ciebie taką jaka byłaś : radosną, pełną życia, uśmiechniętą, mądrą, zmierzającą do celu, pozytywną. To ciekawe ale nie pamiętam ( poza czasem choroby, co jest zupełnie zrozumiałe) takich momentów, żebyś była zdołowana lub epatowała niechęcią. Zawsze był jakiś plan, który warto byłoby zrealizować. Zawsze były marzenia, które tylko czekały żeby się spełnić. Strasznie mi to w Tobie imponowało. Nie wiem, czy Ci o tym powiedziałam ale uratowałaś mi życie. To, że jestem teraz z tym, kim jestem zawdzięczam Tobie. Pamiętasz ten dzień, kiedy przyszłam do Ciebie zapłakana i pogubiona? Siedziałam i mówiłam. Słuchałaś. To było wspaniałe. Usłyszałam krótkie i proste zastosowanie. Prawdę między oczy, bez owijania w bawełnę. Szkic zdarzeń podany w sposób klarowny oraz informację co z tym można zrobić. Z zastrzeżeniem, że prosiłam o radę i takie zastosowanie jest możliwe tylko wtedy, kiedy je rzeczywiście czuję. Z naciskiem, że to ja podejmuję decyzję i ja będę ponosić jej konsekwencje. Zaraz po powrocie od Ciebie zrobiłam porządek w swoim życiu. Było mi łatwiej. Wiele razy było tak, że jechałam do Ciebie i uspokajałam swój ocean trosk. Wystarczyło, że posiedziałam z Tobą w tym pięknym, wypełnionym bibelotami pokoju i zostałam wysłuchana. Robiło się spokojniej. Doskonale pamiętam jak przyjeżdżaliście oboje do rodziców. Często czekałam na Was z utęsknieniem. Wiedziałam, że jak się pojawisz to będziesz potrafiła rozładować emocje. Często sprawiałaś, że mama przestawała się nas czepiać. Wkurzała się na Ciebie, ale wcześniej czy później zaczynała słuchać. Nie wiem, gdzie jesteś teraz. Mam nadzieję, że to miejsce jest przyjemne. Mam nadzieję, że nie cierpisz. Pewnie będę do Ciebie pisać. To pomaga... Jakaś część mówi mi, że jesteś. Nie zniknęłaś. Śniłaś mi się. Miałam dla Ciebie perfumy. Bardzo się z nich cieszyłaś. Pamiętam, że byłam zachwycona że Cię widzę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kocham Cię i tęsknię. Nie mogę uwierzyć.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9115771997686302654-433294835234467162?l=oczywistosc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://oczywistosc.blogspot.com/feeds/433294835234467162/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9115771997686302654&amp;postID=433294835234467162' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9115771997686302654/posts/default/433294835234467162'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9115771997686302654/posts/default/433294835234467162'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://oczywistosc.blogspot.com/2010/01/pozegnanie.html' title='Pożegnanie'/><author><name>Tweety</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18133946039888554039</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9115771997686302654.post-6883092005024558286</id><published>2010-01-02T14:34:00.000-08:00</published><updated>2010-01-02T05:35:21.827-08:00</updated><title type='text'>Właściwie to nic</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_dnmt8dpWqdE/Sz9Ljmr6RQI/AAAAAAAAACY/eh2kEj2RzNA/s1600-h/DSC00237.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_dnmt8dpWqdE/Sz9Ljmr6RQI/AAAAAAAAACY/eh2kEj2RzNA/s200/DSC00237.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5422135551429592322" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Pojutrze wracam do pracy i nie ukrywam, że mam stracha. Tym bardziej, że śnią mi się jakieś dziwne, zagmatwane miejsca, sytuacje. Uciekam i mnie gonią. Dziś na przykład zgubiłam rower. Miałam dostać się  w jedno miejsce. Robiło się już ciemno. Postawiłam rower, przypięłam go nawet do jakiegoś stojaka. Potem jak to we śnie zaczęło mnie coś gonić. Pamiętam trudność w złapaniu oddechu, przerażenie i paraliżujący strach. Okazało się, że to jakiś facet. Wyglądał naprawdę jak z horroru. Był na skali obleśności orłem i sokołem. Patrzył na mnie tymi swoimi oczkami i wykrzykiwał jakieś komentarze. W dalszej części tej historii oczywiście pojawił się fragment miasta, który śni mi się ostatnio prawie codziennie. Chodzę zabłąkana tymi uliczkami i nieustająco przed czymś uciekam. W każdym razie dołączyło do mnie kilka innych dziewczyn. Wszystkie były tak samo jak ja przestraszone. Spotkałyśmy się w ogóle w jakimś pomieszczeniu, w którym wszystkie próbowały się ukryć. Z relacji wynikało, że nie tylko ten jeden mężczyzna jest zagrożeniem. Okazało się, że jest ich cała grupa i zwabiają dziewczyny, porywają i potem się nad nimi znęcają. W efekcie chodziło o handel żywym towarem. W każdym razie zaczęłyśmy uciekać. Kluczyłyśmy tymi ulicami, gonił nas czarny sportowy wóz, potem dołączyła do niego biała furgonetka. Pościg trwał a ja nie mogłam złapać oddechu. Osaczyli nas. Wszyscy wyskoczyli z samochodów i była to kilkunastoosobowa grupa wielkich facetów. Byłam przerażona. Gdy oni tak się do nas zbliżali z jakimiś metalowymi prętami w rękach zadzwoniła moja komórka. Odebrałam. W słuchawce usłyszałam głos mojego Wybawcy. Powiedziałam tak, za trzy minuty tam gdzie zwykle. Grupa samców wpadła w konsternację. Gdzieś w pobliżu zaczęły wyć syreny policyjnych wozów. Nie pozostało nic innego jak wykorzystać chwilę konsternacji i rozproszenia i wiać. Co też uczyniłyśmy. Nie pamiętam, co było dalej. Uciekałyśmy i strasznie to było męczące.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9115771997686302654-6883092005024558286?l=oczywistosc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://oczywistosc.blogspot.com/feeds/6883092005024558286/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9115771997686302654&amp;postID=6883092005024558286' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9115771997686302654/posts/default/6883092005024558286'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9115771997686302654/posts/default/6883092005024558286'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://oczywistosc.blogspot.com/2010/01/wasciwie-to-nic.html' title='Właściwie to nic'/><author><name>Tweety</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18133946039888554039</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_dnmt8dpWqdE/Sz9Ljmr6RQI/AAAAAAAAACY/eh2kEj2RzNA/s72-c/DSC00237.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9115771997686302654.post-6169201283866742359</id><published>2009-12-29T08:27:00.000-08:00</published><updated>2009-12-29T08:36:27.757-08:00</updated><title type='text'>Uff</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;Udało mi się przetrwać te święta. W tym roku było dziwnie, naprawdę cieszyłam się, że są święta i że pojedziemy do rodziców. Było nieźle. Jak na święta. Niemniej jednak, co za dużo to niezdrowo. Już wczoraj czułam się mocno zirytowana tą świąteczną bliskością. Generalnie raz w roku można... Mam kilka myśli kłębiących się na gorąco ( kilka to jeszcze nie masakra ). Kobieca wizja świąt. Miałam okazję spojrzeć na dwie różne świąteczne planety. Jedna to miejsce, gdzie się piecze, smaży, gotuje, przyrządza. Potem z różnym skutkiem i nasileniem opowiada się o zmęczeniu, które napada w związku z tymi wszystkimi pracami. Druga planeta, to miejsce gdzie zakupuje się w dużym sklepie wszystko to, co niezbędne na stole i to, czego jeść się nie da ze względu na trudność w zlokalizowaniu czym dany produkt tak właściwie jest. Nie, żeby jakiegoś dziwnego pochodzenia sam w sobie. Chodzi bardziej o składniki, sposób przyrządzenia, takie fikuśne wynalazki, co to długo się trzeba natrudzić i przekonywać siebie samego, że po zjedzeniu czegoś takiego życie będzie trwało nadal. W tym drugim przypadku podobnie jak w pierwszym też postawa ogłaszająca wszechogarniające zmęczenie też jest aktywowana. Z tym, że trochę w innej formie. Mnie jednak ta wizja przeraża. Zarówno jedna jak i druga. Jak by na to nie spojrzeć i tak się trzeba nad kobietą pochylić i tak. Jak zrobiła - no bo zrobiła i się napracowała. Jak nie zrobiła - to, że nie zrobiła bo zmęczona wcześniej była i się napracowała. Słowem i tak wszystko sprowadza się do tego, że się napracowała...&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9115771997686302654-6169201283866742359?l=oczywistosc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://oczywistosc.blogspot.com/feeds/6169201283866742359/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9115771997686302654&amp;postID=6169201283866742359' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9115771997686302654/posts/default/6169201283866742359'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9115771997686302654/posts/default/6169201283866742359'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://oczywistosc.blogspot.com/2009/12/uff.html' title='Uff'/><author><name>Tweety</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18133946039888554039</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9115771997686302654.post-1054566396694237226</id><published>2009-01-17T15:30:00.001-08:00</published><updated>2009-01-17T15:39:07.706-08:00</updated><title type='text'>Rodzina</title><content type='html'>Zgodnie ze starym indiańskim powiedzeniem twierdze, ze z rodziną najlepiej rzeczywiście jest tylko na zdjęciu. Zarówno z własną jak i z tą "przysposobioną" poprzez zamążpójście czy tam ożenek. Jak zwał tak zwał.&lt;br /&gt;Ja obecnie w oczach rodziny "przysposobionej" najwyraźniej jestem na czarnej liście. Nie żeby mi ktoś dał to odczuć wprost i tak między oczy. Wszystko jest pięknie. Pozdrowienia telefoniczne przekazywane przez poślubionego. Wszystko pięknościowo i bardzo poprawnie. Z drugiej strony nie da się nie zauważyć niezwykłego oziębienia w kontaktach. Z drugiej strony nastąpiła jakaś zwielokrotniona aktywizacja kontaktów z synkiem. Jak dotąd nie było kilku maili tygodniowo ani telefonów przynajmniej raz w tym nieszczęsnym tygodniu.&lt;br /&gt;Teraz telefony z zamartwianiem się i przypominaniem o kryzysie i synka kredycie. Dopytywanie czy żona już może znalazła pracę i czy chodzi na spotkania. Nie, nie chodzi Drodzy Państwo. Siedzi w domu, grzeje tyłek w kaloryferze, maluje paznokcie, smaruje się balsamami i podziwia piękno przyrody przez okno. Oto co robi żona.&lt;br /&gt;Ponadto stwierdzenie, że może bym do nich przyjechała i mogłabym ugotować, sprzątnąć i uprasować było co najmniej poniżej pasa. Nawet jak to był żart Drodzy Państwo to taki żart, który powoduje, że nóż w kieszeni jest gotowy do brawurowej akcji.&lt;br /&gt;Czy pojadę? Nie, nie pojawię się. Nie pojawię się ani latem, ani zimą. Nie będę obiektem żartów i docinek. Chcą sobie żartować to niech to robią ale za moimi plecami. Ja w tym uczestniczyć nie mam zamiaru. Chcą się spotkać to niech przyjadą tutaj i na MOIM gruncie możemy sobie pożartować.&lt;br /&gt;Coś czuję jednak, że tym razem ograniczane do minimum jak dotąd uwagi nie będą przeze mnie już trzymane na smyczy. Zamierzam zawalczyć o siebie, o swoje miejsce w kosmosie i nikt mi z butami do mojego własnego życia wchodził nie będzie.&lt;br /&gt;Podobno wyznają podobną zasadę więc wydaje mi się, że nie powinno być tutaj żadnego problemu ze zrozumieniem przekazu. Postanowione.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9115771997686302654-1054566396694237226?l=oczywistosc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://oczywistosc.blogspot.com/feeds/1054566396694237226/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9115771997686302654&amp;postID=1054566396694237226' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9115771997686302654/posts/default/1054566396694237226'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9115771997686302654/posts/default/1054566396694237226'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://oczywistosc.blogspot.com/2009/01/rodzina.html' title='Rodzina'/><author><name>Tweety</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18133946039888554039</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9115771997686302654.post-4701081064659983776</id><published>2008-11-09T16:12:00.000-08:00</published><updated>2008-11-09T16:27:40.532-08:00</updated><title type='text'>Pierdu Pierdu Pierdu</title><content type='html'>W głowie cisza. Wszystko jest takie nieoczywiste i zagmatwane. Będe marudzić. Generalnie w marudzeniu osiągam mistrzostwo. Powinnam się nad sobą troszkę poużalać. Dlaczego nie? Opowiem sobie jak mi jest źle i zagłębie się we wszystkich możliwych świrach. Świr paraliżujący już czeka w przedpokoju i nerwowo przestępuje z nogi na nogę. Świr niemocy stoi tuż za nim i łypie swoimi świńskimi oczkami. Świr braku pomysłów siedzi na podłodze i drapie się po swojej łysej głowie. Świr świra świruje zjadając okruchy ze stołu. Tłoczą się dookoła mnie i czekają. Czekają aż pozwolę im się wszystkim bardziej zbliżyć. Siedzę i patrzę na to towarzystwo coraz bardziej zniechęcona i osłabiona. Co tu robić jak tyle małych par oczu się w Ciebie wpatruje? Gapią się wredoty jedne i wcale nie zamierzają przestać. Mój bezruch je karmi. Niepokój jest coraz większy. Bałam się dziś wyjść z domu. Myślę, że za każdym razem kiedy w życiu wypadałam z torów utartych ścieżek traciłam orientację w terenie. Miałam dziś takie przemyślenie, że jestem niczym koń. Taki co chodził na dyszlu dokoła czegoś tam. Miał wydeptaną ścieżkę i tak zapierniczał w kółko całe swoje życie. Jak mu ten dyszel zabrali i to jego kółko to się bidny pogubił do reszty. Ja też się pogubiłam. Co prawda dyszel sama sobie odstawiłam i to kółko też ale okazało się, że z tym czasem co mam go teraz do własnej dyspozycji nie bardzo wiem co począć. Z drugiej strony urodziło się wiele ważnych pomysłów, które we mnie czekały na realizację już od dawna. Mimo, że czekały i dojrzewają ja teraz przytłoczona tą wolnością nie wiem jak mam się za nie wszystkie wziąć. Co gorsza boję się, że jak się za nie wezmę to mi się noga powinie bez tego dyszla. Dyszel dawał wyznaczony kierunek i nie dało się tutaj nic zrobić. Dawało to poczucie, że kierunek jest wyznaczony i nic nie trzeba robić z własnej inicjatywy - przynajmniej w zakresie wyznaczania tego cholernego kierunku. Teraz nie wiem, którą wybrać z dróg. Szczególnie, że każda z nich jest WIELKĄ niewiadomą. Wiadome jest tylko to, że musze podjąć jakieś decyzje. Miotam się niczym biedronka na plaży podczas wysypu. Dokąd, jak, w jakim tempie... ? Duża jestem powinnam wiedzieć co chcę od życia. Im starsza tym mniej wiem. Wiedza ze mnie wycieka, odparowuje razem z wodą. Jak to powiedziała Pani w samolocie robiąc wywód swojemu partnerowi "Kupuje drogie kremy ponieważ wiesz Kochanie w pewnym wieku z organizmu odparowuje woda i coś tam coś tam... " Mozna się domyślić, że facet patrzył z powątpiewaniem w sufit i uśmiechał się szyderczo. Tak jakby ten cholerny krem za cztery stówy mógł zdziałać, że woda zostanie tam gdzie trzeba. Uszczelni tam gdzie trzeba i rozszczelni tam gdzie trzeba. Może skoro wiedza odparowuje jak woda to zainwestuje w ten kremik i razem z wodą zostanie tam gdzie trzeba? Wytłumaczę potem mężczyźnie, że to była genialna inwestycja w wiedzę... Świry patrzą i czekają...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9115771997686302654-4701081064659983776?l=oczywistosc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://oczywistosc.blogspot.com/feeds/4701081064659983776/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9115771997686302654&amp;postID=4701081064659983776' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9115771997686302654/posts/default/4701081064659983776'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9115771997686302654/posts/default/4701081064659983776'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://oczywistosc.blogspot.com/2008/11/pierdu-pierdu-pierdu.html' title='Pierdu Pierdu Pierdu'/><author><name>Tweety</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18133946039888554039</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9115771997686302654.post-1610631473870335382</id><published>2008-08-04T12:42:00.000-07:00</published><updated>2008-08-04T12:56:34.834-07:00</updated><title type='text'>Trele morele</title><content type='html'>Wróciłam dziś do pracy po kilku dniach przerwy. Miło było nie chodzić tam. Dziś doszłam do wniosku, że osiągnęłam punkt w którym pozostaje jedynie śmiać się z zaistniałej sytuacji. Nic nie zmieni zgrzytanie zębami oraz złość. Jakiś taki dziwny spokój we mnie się pojawił i sama nie wiem czy mam się z tego powodu niepokoić czy też cieszyć, że mi to zgrzytanie odeszło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No cóż innego w sumie można zrobić kiedy;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1) Pracuje się jednocześnie za trzy osoby&lt;br /&gt;2) Ktoś próbuje nieustannie zrzucić na Ciebie swoje obowiązki i jeszcze robi to ze "słodkimi oczami" oraz przyklejonym uśmiechem&lt;br /&gt;3) Biegasz z podpisami i tłumaczysz się z jakichś pierdół&lt;br /&gt;4) Raz każą Ci robić jedno a za chwilę okazuje się, że kluczowy klient nie łyknie takiej formy i cały kontrakt jest zagrożony...&lt;br /&gt;5) Będziesz odpowiedzialny za wprowadzenie nowego systemu, którego nie masz nawet czasu testować&lt;br /&gt;6) Co miesiąc sprawdzasz te same rzeczy i tłumaczysz te same posunięcia, mimo że uprzednio wysłałeś pięć maili do każdej z zainteresowanych osób&lt;br /&gt;7) Kilka razy dziennie bronisz się przed wciśnięciem Ci obowiązków koleżanki, która pracuje kilka godzin w tygodniu i twierdzi, że to jest właściwe ponieważ jej poprzedniczka nic nie robiła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Absurd goni absurd...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przychodzisz w poniedziałek i dowiadujesz się, że masz nowego szefa tylko jakoś nikt Cię nie poinformował, że w ogóle takowy się pojawi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dostajesz w spadku po starym szefie kolejne obowiązki, w które nikt Cię nie raczył wprowadzić a do tego od kolegi słyszysz " Przecież Ci mówiłem, żebyś się dopytał jak to robić i co jeszcze ewentualnie trzeba przejąć ?"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cholera, co to za porąbana firma, w której masz jeszcze chodzić i dopytywać jakie obowiązki powinieneś wykonywać??? Jak chcą żebyś coś robił więcej to niech Ci to powiedzą a nie z cicha pęk wciskają Ci ich coraz więcej i do tego jest jeszcze pretensja, ze nie wiesz - przecież powienieneś się DOPYTAĆ i DOWIEDZIEĆ i NAUCZYĆ się - najlepiej sam, bo na to, że Ci ktoś pomoże lepiej nie licz ;-D&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9115771997686302654-1610631473870335382?l=oczywistosc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://oczywistosc.blogspot.com/feeds/1610631473870335382/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9115771997686302654&amp;postID=1610631473870335382' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9115771997686302654/posts/default/1610631473870335382'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9115771997686302654/posts/default/1610631473870335382'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://oczywistosc.blogspot.com/2008/08/trele-morele.html' title='Trele morele'/><author><name>Tweety</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18133946039888554039</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9115771997686302654.post-5669468833581628871</id><published>2008-07-15T12:09:00.000-07:00</published><updated>2008-07-15T12:12:37.198-07:00</updated><title type='text'>Smutno</title><content type='html'>Dziś rano zadzwoniła mama i powiedziała mi, że tata jest od wczoraj w szpitalu. Został tam z powodów bóli w klatce piersiowej. Kilka miesięcy temu miał operację serca. Wstawili mu kilka bypass`ow. Cała ta sytuacja jest o tyle niepokojąca, że nie wiadomo co się dzieje. Skąd ten ból powoduje. Jutro będzie miał koronografię i okaże się czy żyły działają prawidłowo. Strasznie się boję o niego. Bardzo, bardzo.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9115771997686302654-5669468833581628871?l=oczywistosc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://oczywistosc.blogspot.com/feeds/5669468833581628871/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9115771997686302654&amp;postID=5669468833581628871' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9115771997686302654/posts/default/5669468833581628871'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9115771997686302654/posts/default/5669468833581628871'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://oczywistosc.blogspot.com/2008/07/smutno.html' title='Smutno'/><author><name>Tweety</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18133946039888554039</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9115771997686302654.post-5605317672693643865</id><published>2008-07-09T12:09:00.001-07:00</published><updated>2008-07-09T12:23:45.979-07:00</updated><title type='text'>Wtorek</title><content type='html'>Nie rozumiem. Po prostu nie rozumiem o co w tym wszystkim chodzi. Z utęsknieniem odzywam się do obcych ludzi w windzie zachwycona, że ktoś chce ze mną rozmawiać. Cały dzień żadnego z nikim kontaktu. Sama się w sumie wycofuje bo tak jestem zła na tą firmę, że jedyne co mogłabym mówić to że mnie to miejsce doprowadza do furii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie chciałam być sekretarką, nie chciałam być przynieś, podaj, pozamiataj. Biegam po podpisy i odbieram koperty z adnotacjami, że coś jest nie tak. Niedobrze mi się od tego robi. Drukuje jakieś harmonogramy i wklejam do nich daty. To jest poniżej krytyki. Robiłam w swoim życiu już kilkakrotnie bardziej zaawansowane rzeczy a tu taki zjazd merytoryczny do poziomu gońca i klepacza harmonogramów...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żenada...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9115771997686302654-5605317672693643865?l=oczywistosc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://oczywistosc.blogspot.com/feeds/5605317672693643865/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9115771997686302654&amp;postID=5605317672693643865' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9115771997686302654/posts/default/5605317672693643865'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9115771997686302654/posts/default/5605317672693643865'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://oczywistosc.blogspot.com/2008/07/wtorek.html' title='Wtorek'/><author><name>Tweety</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18133946039888554039</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9115771997686302654.post-5821343741342732210</id><published>2008-07-05T03:00:00.000-07:00</published><updated>2008-07-05T03:13:35.675-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='myslenie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dupa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='niechec'/><title type='text'>Dystans</title><content type='html'>&lt;span style="font-family:lucida grande;"&gt;Nie umiem, nie wiem, nie chce. Daj mi spokój, nie dotykaj, potrzebuję ciszy, zostawcie mnie wszyscy w spokoju. Chcialabym miec kawalek swojego miejsca gdzie moglabym sie ukryc i plakac w spokoju. Plakac az do utraty tchu i bez koniecznosci tlumaczenia co Ci wlasciwie jest. Nic mi nie jest - zycie mnie boli. Boli mnie w kazdym centymetrze ciala. Zlapalam sie na tym, ze jakas czesc mnie zaczyna ostro kombinowac, ze choroba jakakolwiek pozwolilaby mi na chwile chociaz z tego klebiacego sie wiru wyrwac. Wlaczyla mi sie lampka kontrolna. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestem uparta i pomimo utyskiwania i jeczenia tak latwo sie nie poddaje. Wiem jednak, ze taki upor do niczego dobrego czesto nie prowadzi. Konczy sie na tym, ze sie zabijasz, upadasz ze zmeczenia zeby sobie i innym udowodnic, ze dalas sobie rade. TYLKO po co to KOMU? Tak sie zastanawiam nad tym co sie dzieje ostatnio. Nie czuje tego miejsca kompletnie. Struktury jakie tam sa doprowadzaja mnie do szewskiej pasji. Nie rozumiem ukladow i ukladzikow. Zreszta nie chce sie nad tym rozpisywac. Najwazniejsze dla mnie jest to jak tam sie czuje. Uwazam, ze wbrew temu pieprzeniu o duzych oczekiwaniach oraz zadowoleniu z tego, ze jestem tak dobrze merytorycznie przygotowana niewiele osob jest tak naprawde z tego zadowolonych. Niezadowolenie bierze sie stad, ze jak laski ktore to robily odwalaly pieprznik to zawsze mozna bylo na nie poutyskiwac poza tym nie stanowily zadnej konkurencji ani partnera do rozmowy, nie bardzo tez mogly sobie pozwolic na to, zeby pojsc i wymagac poprawienia bledu. Nie bardzo wiedzialy na czym polegal blad.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niesprawiedliwe jest to, ze promuje i nagradza sie cwaniactwo, lawiranctwo, obijanie sie a zawiesza sie nad tym wielki transparent jak to kazdy ma z siebie duzo dac. Jak kazdy - skoro niektorzy egzystuja umieszczeni w ramach taryfy ulgowej?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9115771997686302654-5821343741342732210?l=oczywistosc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://oczywistosc.blogspot.com/feeds/5821343741342732210/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9115771997686302654&amp;postID=5821343741342732210' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9115771997686302654/posts/default/5821343741342732210'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9115771997686302654/posts/default/5821343741342732210'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://oczywistosc.blogspot.com/2008/07/dystans.html' title='Dystans'/><author><name>Tweety</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18133946039888554039</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9115771997686302654.post-4854329899340710315</id><published>2008-07-04T12:28:00.000-07:00</published><updated>2008-07-04T13:11:32.445-07:00</updated><title type='text'>Korporacyjna mrówka</title><content type='html'>Dziś jest już /dzięki wszystkim świętym, którzy nade mną czuwali w tym tygodniu/ - piątek, do którego dotrwałam. Przeżyłam kolejny tydzień w korporacyjnym mrówko - landzie. Bosko. Ciśnie mi się na usta wiele historyjek, zdarzeń, wydarzeń, które warto byłoby opisać. Pewnie zacznę je skrupulatnie opisywać coby sobie upuścić kwasu i zrobić miejsce na normalne, zwykłe, proste, dobre uczucia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejny dzień kiedy wracam z pracy w stanie totalnego przygnębienia. Zaczynam się już wkręcać w takie myślenie, że to ze mną jest coś nie tak. Nie potrafię się przystosować, wszystko mi przeszkadza, nie umiem się odnaleźć. Wcale nie jest ze mną nie w porządku. Jakkolwiek nie gramatycznie to brzmi :-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niedobrze mi się robi od tego stanu zawieszenia. Od codziennych porcji informacji dotyczących kolejnego exodusu pracowników. Złożonych wypowiedzeń. Pytań porannych brzmiących "Czy dziś pracujemy w pełnym składzie?".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak przyszłam do tej pracy to w moim małym dziale pracowały trzy kobity i szef. Po czterech miesiącach w dziale zostałam ja oraz jedna kobita pracująca na mniej niż pół etatu. Obecnie jest czas testowy, który chyba zmierza do tego aby ustalić czy ja udźwignę wszelkie dodatkowe obowiązki. Obowiązki, których przecież nie ma tak wiele. Na pewno mi się wydaje. W jakim więc celu nad tym wszystkim przez ostatnie kilka lat pracowało tyle osób? Czy mam sądzić, że jestem taka genialna, że przejmę jeszcze sprawy innych osób i poradzę sobie ze wszystkim a korporacja powie "skoro tak, to może jeszcze popracowałabyś jeszcze nad tym i nad tym?"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ufff... jestem zła, zniesmaczona, rozżalona. Miało być stabilnie, miało być normalnie, miało być spokojnie. Jak jest? Codziennie coś wybucha. Codziennie nowe doniesienia z frontu, na którym się gotuje. Do tego jeszcze niechęć, ostracyzm i kasta świętych krów, które zajmują już takie pozycje, że nie wolno przy nich krzywo oddychać. Matko, jaka frustracja ze mnie wyłazi. Jakieś niedowartościowanie czy coś? Jasne, że niedowartościowanie. Miałam zajmować się finansami, rozliczaniem itp. Zajmuje się a i owszem ale w przeważającej części łażę i płaszczę się po pokojach prosząc o akceptację, podpisy i wyrażenie zgody. Tłumaczę się za coś o czym nie mam zielonego pojęcia, przepraszam i się kajam. Niedobrze mi się już robi od tego. Okazało się, że odwalam prace asystenckie i mam jeszcze z tego powodu być zachwycona. Marudzę ale jest mi to teraz cholernie potrzebne. Muszę odreagować jakoś ten stres i zamęt. Co ciekawe Pani X, która przejęła część obowiązków po Pani Y przychodzi do pracy na jeden w sumie dzień w tygodniu. Jest tym umęczona a ja już mam spięcie i zastanawiam się jak zdołam obronić się przed tym co na mnie ewentualnie spadnie przez pozostałe dni tygodnia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Muszę nauczyć się mówić "Niech to poczeka do środy" zaraz potem "Niech to poczeka do piątku" Nic dodać, nic ująć...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9115771997686302654-4854329899340710315?l=oczywistosc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://oczywistosc.blogspot.com/feeds/4854329899340710315/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9115771997686302654&amp;postID=4854329899340710315' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9115771997686302654/posts/default/4854329899340710315'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9115771997686302654/posts/default/4854329899340710315'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://oczywistosc.blogspot.com/2008/07/korporacyjna-mrwka.html' title='Korporacyjna mrówka'/><author><name>Tweety</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18133946039888554039</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9115771997686302654.post-8546979304534144271</id><published>2008-04-27T09:47:00.000-07:00</published><updated>2008-04-27T09:55:03.227-07:00</updated><title type='text'>Tak sobie znerwicowanie</title><content type='html'>Wróciliśmy z działki. Ptaszki ćwierkały, zieleń waliła po oczach. Domek pachnący drewnem. Słowem zajebiście. Cały ten wyjazd przerwały dwa wypady na moją uczelnię, na której stawić się musiałam w celu uzupełnienia wpisów. Taka anachroniczna czynności wymyślona żeby uprzykrzyć życie zarówno studentom jak i wykładowcom. Nie dość, że zdać musisz egzamin to potem musisz biegać za wykładowcą w celu uzyskania odpowiedniego wpisu w indeksie. Oczywiście nie dostaniesz tego wpisu żuczku studencino w momencie zdawania egzaminu - szkoła jest przepełniona / tak na marginesie dostała nawet karę za przyjęcie nadmiarowej liczby studentów / i większość egzaminów odbywa się w trybie pisemnym. Zdajesz, potem biegasz i stoisz w kolejce coby Ci zechcieli wpisać ocenę. Jak nie przyjedziesz na wpisy w wyznaczonym odgórnie terminie na przykład w środę o 13-tej / kogo obchodzi, że to studia zaoczne a tygodniu pracujesz / to potem wydreptujesz ścieżki na dyżurach wykładowców. Często się zdarza, że na dyżury nie przychodzą. Wtedy jest kiszka do kwadratu.&lt;br /&gt;Chcę skończyć już te studia bo mnie na samą myśl, że muszę tam iść rzuca po ścianach. Żuczek studencina bez praw ale z obowiązkami. Szkoła, która dowolnie nagina regulamin do własnych potrzeb. Nie wiem czy inne są takie. Chociaż mam trochę doświadczeń w studiowaniu / dwie wyższe uczelnie / i z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że tam aż takiego naciągactwa i duszenia kasy nie było. Tutaj normą jest podwójne karanie. Za nie oddanie terminie indeksu każą Ci zapłacić stówkę a potem skreślą Cię z listy studentów. Żeby Cię przywrócili to co musisz zrobić - zapłacić kaskę. Wrrrr... dupa zbita i blada.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9115771997686302654-8546979304534144271?l=oczywistosc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://oczywistosc.blogspot.com/feeds/8546979304534144271/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9115771997686302654&amp;postID=8546979304534144271' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9115771997686302654/posts/default/8546979304534144271'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9115771997686302654/posts/default/8546979304534144271'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://oczywistosc.blogspot.com/2008/04/tak-sobie-znerwicowanie.html' title='Tak sobie znerwicowanie'/><author><name>Tweety</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18133946039888554039</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9115771997686302654.post-670162802763736542</id><published>2008-04-13T12:01:00.000-07:00</published><updated>2008-04-13T12:06:07.032-07:00</updated><title type='text'>Niedziela</title><content type='html'>Za co dziś? Hm... dziś będzie dużo. Zaczynając od początku to oczywiście za to, że się wyspałam. Za pyszną kawę zrobioną przez najważniejszego. Za przepiękną wycieczkę do zielonego. Za ptaki, które śpiewały. Za białe brzozy pięknie pochylone. Za pyszną rybę wraz z ziemniaczkami podaną na obiad. Za słońce. Za spokojne rozmowy na świeżym powietrzu z kubkiem kawy w ręku. Za rewelacyjny spacer po lesie. Za tą wiosnę, która przynosi nadzieję oraz świeżość. Za bezpieczeństwo jakie daje bycie z kimś na stałe. Za tą przewidywalność najważniejszego i radość jaką wnosi do mojego życia. Za to, że mnie czasem wkurza a czasem ja go wkurzam a potem się razem z tego śmiejemy. Za to, że mój tata czuje się dobrze i stara się być pomocny tak jak umie. Za nowe pomysły i świadomość, że tam gdzieś jest zielony świat, który na nas czeka i daje tak wiele odpoczynku i dystansu do zaganianej rzeczywistości.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9115771997686302654-670162802763736542?l=oczywistosc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://oczywistosc.blogspot.com/feeds/670162802763736542/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9115771997686302654&amp;postID=670162802763736542' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9115771997686302654/posts/default/670162802763736542'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9115771997686302654/posts/default/670162802763736542'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://oczywistosc.blogspot.com/2008/04/niedziela.html' title='Niedziela'/><author><name>Tweety</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18133946039888554039</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9115771997686302654.post-7714140099806638460</id><published>2008-04-09T11:44:00.000-07:00</published><updated>2008-04-09T11:48:50.841-07:00</updated><title type='text'>Środa</title><content type='html'>Za to, że dziś jest środa. Wdzięczna za sen, który przyszedł wtedy kiedy trzeba. Za słońce, które dziś odprowadzało mnie do pracy. Za kawę z koleżanką. Za uśmiechy i radosną świadomość, że nic mnie nie goni i nie depcze mi po piętach żaden potwór. Za małe sukcesy w postaci spotkania z księgowością oraz zgadzającego się zamknięcia kwartału. Za to, że mówiłam to co myślę bez włączonego auto - cenzora. Za mail od teściowej, który był ciepły i miły. Za uśmiech mojego męża i przytulenie na powitanie. Za ciepło jego rąk. Za to, że jest przy mnie i wierzy we mnie. Za to, że udało mi się dziś przezwyciężyć swój własny strach i zrobić kilka kroków na przód. Za to, że łazienka już działa i nie leje się nam woda po ścianach.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9115771997686302654-7714140099806638460?l=oczywistosc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://oczywistosc.blogspot.com/feeds/7714140099806638460/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9115771997686302654&amp;postID=7714140099806638460' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9115771997686302654/posts/default/7714140099806638460'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9115771997686302654/posts/default/7714140099806638460'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://oczywistosc.blogspot.com/2008/04/roda.html' title='Środa'/><author><name>Tweety</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18133946039888554039</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9115771997686302654.post-5624720952763517454</id><published>2008-04-08T12:14:00.000-07:00</published><updated>2008-04-08T12:19:30.026-07:00</updated><title type='text'>Wtorek</title><content type='html'>Jestem wdzięczna za to, że wstałam rano. Za to, że bez bólu dotarłam do pracy i nie musiałam się zastanawiać nad tym, że stawiam kroki. Jestem wdzięczna za spokojny dzień w pracy. Za to, że miałam dziś zajęcie i sobie z nim poradziłam. Jestem wdzięczna za każdy uśmiech, który dziś się pojawił tam gdzie byłam. Za tą krótką rozmowę w windzie z koleżanką koleżanki, która nie była wcale dla mnie niemiła. Wdzięczna za to, że wróciłam bezpiecznie do domu. Wdzięczna za każdy telefon i wiadomość od najważniejszego mężczyzny. Wdzięczna za przemiłą wizytę w banku. Za ten wieczór w domu podczas którego jest ciepło, miło i bezpiecznie. Wdzięczna za sierściucha, który nie daje spokoju i drze się wniebogłosy z nadzieją, że dostanie więcej jedzenia niż jest w stanie wchłonąć.&lt;br /&gt;Wdzięczna za zdrowie, wdzięczna za to, że najważniejszy mężczyzna sprawdził się dziś na rozmowie. Wdzięczna za możliwość kupienia sobie nowej bluzki bez konieczności rezygnowania z czegoś innego. Wdzięczna za ciepłe jedzenie podane dziś na kolację.&lt;br /&gt;Fajnie :-)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9115771997686302654-5624720952763517454?l=oczywistosc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://oczywistosc.blogspot.com/feeds/5624720952763517454/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9115771997686302654&amp;postID=5624720952763517454' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9115771997686302654/posts/default/5624720952763517454'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9115771997686302654/posts/default/5624720952763517454'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://oczywistosc.blogspot.com/2008/04/wtorek.html' title='Wtorek'/><author><name>Tweety</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18133946039888554039</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9115771997686302654.post-6883057621764183175</id><published>2008-04-05T07:10:00.000-07:00</published><updated>2008-04-05T07:20:17.772-07:00</updated><title type='text'>Kac</title><content type='html'>Co tu ukrywać. Mam kaca jak cholera. Strach się bać normalnie. W każdym razie głowa jak sagan, oczy zapuchnięte do tego stopnia, że prawe nie chciało się otwierać rano. Kurwa ale czad. Nie ma się z czego cieszyć. Najgorsze w tym stanie jest takie dogłębne poczucie winy, że doprowadziło się siebie samego do takiego stanu. Straciłam kontrolę nad rzeczywistością. Mam świetlne migawki a w nich przebłyski pamięci zdarzeń wczorajszego dnia. Wychodzę, zataczam się, kręci mi się w głowie, wymiotuję. Kurwa, kurwa. Źle mi z tym jak cholera ale już nie będę płakać nad rozlanym mlekiem. Na szczęście nie zdarza mi się to nader często a takie wydarzenie przypomina mi od czasu do czasu na co mam uważać i jak dbać o swoją świadomość coby nie zaniknęła w odmętach alkoholu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejny tydzień w nowej pracy. Nudzę się jak cholera. Od szefa słyszę "idź odpocznij", "idź na obiad". Na początku mnie to wkurwiało, potem śmieszyło teraz znowu wkurwia i to z dnia na dzień coraz bardziej. Złapałam się na tym, że boję się iść do pracy ponieważ jestem przerażona iż przez osiem godzin będę się nudzić jak mops. Wymyślam sobie więc na siłę jakieś zadania po czym szefo przychodzi i mówi żebym to zostawiła bo na przykład nie jest to takie ważne w danym momencie. Szlag mnie trafia. Dostaję już szału na sam dźwięk jego pytania "co Ty tam znowu robisz?".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dłubię w nosie, liczę muchy na ściance mojego uwielbionego boksu, rysuję kreski na kartce od drukarki, obgryzam paznokcie, chlipię herbatę na przemian z kawą, stukam łyżeczką o biurko, liczę zszywki w pudełku i tak dalej i tym podobnie. Zajebiste.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najpierw kawa, potem ploteczki, po ploteczkach polowanie na Pana Kanapkę. Potem jedzenie kanapki. Kolejno pół godziny pracy dla równowagi a następnie zwoływanie się na lunczyk. Godzinna przerwa na lunczyk a po powrocie dwie godziny pracy dla równowagi. Godzinę przed wyjściem - czas na towarzyskie rozważania. I tak do zajebania...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9115771997686302654-6883057621764183175?l=oczywistosc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://oczywistosc.blogspot.com/feeds/6883057621764183175/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9115771997686302654&amp;postID=6883057621764183175' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9115771997686302654/posts/default/6883057621764183175'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9115771997686302654/posts/default/6883057621764183175'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://oczywistosc.blogspot.com/2008/04/kac.html' title='Kac'/><author><name>Tweety</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18133946039888554039</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9115771997686302654.post-3998768092303404453</id><published>2008-03-30T10:37:00.000-07:00</published><updated>2008-03-30T10:40:58.578-07:00</updated><title type='text'>Do dupy</title><content type='html'>Jestem zła, wkurwiona i nabuzowana. Zmęczona proszeniem i dopytywaniem się. Zmęczona tym wszystkim, zmęczona swoimi uczuciami i obwinianiem siebie za całe zło tego świata.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam to w dupie. Wychodzę i niech się dzieje co chce. Już dosyć zamartwiania się, przyklejania, dopytywania, oczekiwania ze wzrokiem spaniela wbitym w wyświetlacz na jakiś sygnał. Czekaniem na telefon a potem awanturowaniem się, że go nie było.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam prawo czuć się wkurwiona, mam prawo czuć się urażona. Szczególnie wtedy kiedy ktoś mówi, iż nie było co ustalać ponieważ poinformował mnie w mesie więc nie widział potrzeby żeby dzwonić. Proste i klarowne... trzymajmy się więc tej prostoty. Nie ma potrzeby, nie ma działania. Nie ma chęci nie ma działania. A to, że ktoś czeka - jego problem...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9115771997686302654-3998768092303404453?l=oczywistosc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://oczywistosc.blogspot.com/feeds/3998768092303404453/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9115771997686302654&amp;postID=3998768092303404453' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9115771997686302654/posts/default/3998768092303404453'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9115771997686302654/posts/default/3998768092303404453'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://oczywistosc.blogspot.com/2008/03/do-dupy.html' title='Do dupy'/><author><name>Tweety</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18133946039888554039</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9115771997686302654.post-5166108286459910799</id><published>2008-03-29T13:17:00.000-07:00</published><updated>2008-03-29T13:40:56.971-07:00</updated><title type='text'>Here today...</title><content type='html'>Czuję, że wszystko jeszcze jest możliwe, jeszcze niedawno byłam pełna przekonania iż moje życie jest zamkniętą książką. Jakie to patetyczne. W każdym razie praca mnie dobijała. Szłam tam jak na ścięcie. Poniedziałek rano to był koszmar nad koszmary. Właściwie koszmar zaczynał się już w niedzielę po południu. Na samą myśl, że rano wstaję do pracy powodował we mnie histeryczną chęć ucieczki oraz zgrzytanie zębami. W październiku podjęłam wewnętrzną decyzję, że się stamtąd ewakuuję. Jak dotąd kilka razy udawało mi się podjąć taką decyzję ale potem był problem z jej realizacją. Nie żeby nie było ofert pracy. Jak już przychodziło co do czego to coś we mnie mówiło, że jednak bezpieczniej będzie zostać tam gdzie jestem. No i zostawałam a potem plułam sobie w brodę, że zostałam. I tak bez przerwy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W końcu... na szczęście wszystko potoczyło się bardzo szybko. Rozmowa, obopólne ustalenie stanowiska. Potwierdziłam, podpisałam papierki a potem powiedziałam szefowi, że sobie idę. Do dnia dzisiejszego nie bardzo mogę w to wszystko uwierzyć. Stało się i nie żałuję swojej decyzji. Nie żałuje jej nawet wtedy kiedy w nowej pracy jest mi jeszcze nieswojo i czasem trudno. Trudno bo wszystko nowe i takie nieoczekiwanie nieznane. Początki są trudne. Niezależnie od tego jak dalej potoczy się moje zawodowe życie uważam, że podjęłam najlepszą decyzję z możliwych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz widzę w jakim sajgonie dane mi było żyć. Jak wykręcone były moje dni. Ciągłe życie w niedoczasie, odpowiedzialność zrzucona na mnie, zmaganie się z myślą, że jak nie uda mi się podołać pewnym sprawom to ludzie nie dostaną pensji. Świadomość, że jak pójdę na zwolnienie to pewne sprawy nie zostaną załatwione a co za tym idzie zostaną zawalone. Urlopy z komórką pod ręką i tłumaczenie co, gdzie, kiedy a potem odpowiedź w słuchawce "to poczekamy aż wrócisz i lepiej jak sama to załatwisz". Nieprzespane noce i ciągły bieg. Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego jak bardzo mnie to obciążało i wykańczało zarazem. Najgorsza jednak była atmosfera, która przemieniła miejsce pracy z przyjemnego i przyjaznego w jakąś nieustające gniazdo intryg, donoszenia i kłamstw. Świadomość, że pewne osoby zrobią wszystko aby udowodnić mi jak kiepska jestem w tym, co robię. Podsyłanie błędnych informacji a potem przepraszanie za pomyłkę aby przy następnej nadarzającej się okazji wytknąć mi niewiedzę zapominając dodać, że opierałam się na otrzymanych informacjach. Tak to się toczyło dopóki mój organizm nie powiedział kategorycznie stop.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czułam się zaszczuta i nieustannie inwigilowana, smutne jednak jest to, że teraz będę musiała poświęcić wiele uwagi i pracy aby wyjść z tego stanu przyczajenia. Stanu ciągłego napięcia w oczekiwaniu ataku, skupienia na każdym kroku i dwukrotnego sprawdzania czy przypadkiem nie popełniłam jakiegoś błędu wiedząc, że każdy błąd może bardzo mi zaszkodzić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na szczęście to już za mną. Miejmy nadzieję, że nic takiego więcej mnie nie spotka. Każdemu kto poddawany jest takim manipulacjom w pracy serdecznie współczuję i teraz po tym wszystkim wiem jak trudno jest to przetrwać. Czasem najlepszym rozwiązaniem jest po prostu odejść. Ja tak zrobiłam i nie żałuję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak z innej beczki... właśnie mruczy do mnie kot a z głośnika dobiega kojący jazz. Sympatycznie bardzo. Zrobiłam sobie dziś maraton po sklepach. Było miło aczkolwiek z niejednego sklepu się szybko ewakuowałam. Szaleństwo zakupów mnie aż tak nie podkręca. Czasem przyglądam się rzeczom i nawet mi się coś podoba ale nie chce mi się mierzyć, czasem mierzę i jest nawet fajne a potem dochodzę do wniosku, że za chwilę nie będę tego nosić. Nie jest jednak aż tak tragicznie. Kupiłam sobie kilka ciuchów ale fajne jest to, że bez ciśnienia. Ciśnienia, że skoro jestem na zakupach to koniecznie coś muszę zakupić. Tak po prostu na luzie. Zauważyłam też, że więcej jest teraz we mnie miejsca na różne rzeczy. Praca przestała mnie zabijać i mam czas oraz miejsce na różne sprawy w sobie. Nie jestem cała zaprzątnięta zamętem...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9115771997686302654-5166108286459910799?l=oczywistosc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://oczywistosc.blogspot.com/feeds/5166108286459910799/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9115771997686302654&amp;postID=5166108286459910799' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9115771997686302654/posts/default/5166108286459910799'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9115771997686302654/posts/default/5166108286459910799'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://oczywistosc.blogspot.com/2008/03/here-today.html' title='Here today...'/><author><name>Tweety</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18133946039888554039</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9115771997686302654.post-4529417719675618246</id><published>2007-10-21T14:19:00.000-07:00</published><updated>2007-10-21T14:20:11.034-07:00</updated><title type='text'>!!!!</title><content type='html'>Skończyła się IV Rzeczpospolita !!!!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9115771997686302654-4529417719675618246?l=oczywistosc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://oczywistosc.blogspot.com/feeds/4529417719675618246/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9115771997686302654&amp;postID=4529417719675618246' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9115771997686302654/posts/default/4529417719675618246'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9115771997686302654/posts/default/4529417719675618246'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://oczywistosc.blogspot.com/2007/10/blog-post.html' title='!!!!'/><author><name>Tweety</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18133946039888554039</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9115771997686302654.post-4332745066233020864</id><published>2007-10-16T12:16:00.000-07:00</published><updated>2007-10-16T12:32:34.302-07:00</updated><title type='text'>Jakoś</title><content type='html'>&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;Dziś wtorek. Już lepiej niż wczoraj a wczoraj był mój ulubiony w cudzysłowie dzień pt. Poniedziałek. Generalnie dni wyglądają jak odlane w mosiądzu. Ciężkie do zniesienia a ja jakoś nie mogę znaleźć dla siebie miejsca we wszechświecie.&lt;br /&gt;Nie chciałabym zacząć marudzić ale już zaczęłam więc nie odbiorę sobie teraz tej przyjemności coby pomarudzić sobie. Pomarudzić i porozkoszować się tą bylejakością, która czasem zamieszkuje sobie w moim światopoglądzie. Odebrałam dziś nowy dowód. Dziwnie się z tym czuje. Nowe nazwisko, nowe miejsce zamieszkania. Taka nowa ja a jednak stara ze wszystkimi strachami, obawami, niechęciami, zaszłościami. Wszystkim tym, co się w mojej małej skołatanej głowie kłębi. Czasem sobie myślę, że za dużo na siebie biorę. Nakładam na siebie ciężary, trudne do udźwignięcia i nie dlatego, że ze mnie jakaś siłaczka. Udowadniam sobie, że zasługuję na różne rzeczy właśnie dlatego, że tak ciężko pracuje. Jakoś nie dociera do mojej małej mózgownicy, że niektóre rzeczy mi się po prostu należą i nie muszę a wręcz nie powinnam na nie pracować. Należą się i już ale to już do mnie nie dociera - nic a nic... Jestem przez to na siebie zła a czasem wręcz albo po prostu rozżalona.&lt;br /&gt;I tak to się jakoś toczy. Dzień pod znakiem totalnego zakrętu, tkwiłam w epicentrum zdarzeń zasypana sprawami różnego kalibru, które trzeba załatwić i nawet nie miałam czasu dostrzec, że świat był dzisiaj piękny. Dobra dostrzegłam ale jakoś tak przez pryzmat tych zakrętów i ten świat, co to rzeczywiście piękny był i kolorowy zupełnie mnie nie zachwycił a wręcz zasmucił. Dotarło do mnie, że On jest taki piękny co jesień i co lato. Wszystko dokoła się zmienia. Teraz przygotowuje do zimy ale nadal jest kolorowe i urocze. Reasumując - czas płynie a ja to wyraźnie zawsze czuję przed urodzinami. Za tydzień mam urodziny i już się z tego powodu martwię i smucę :-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest moja ulubiona pora roku a ja nawet się z niej za bardzo nie umiem cieszyć. Może mam jakąś nieustającą depresję?&lt;br /&gt;Nie no może nie jest aż tak strasznie. Kilka rzeczy mnie dziś ucieszyło. Kilka rzeczy udało mi się dziś załatwić. Nie dostałam w pracy trzęsawki ani furii. Nie zabrakło mi ani razu tchu z powodu wkurzenia :-) więc mogę ten dzień uznać za udany. Mimo to jakoś tak mi smutno gdzieś tam w środku. Są czasem takie dni, kiedy czuję, że to coś co jest we mnie zwane potocznie duszą albo bez ideologii jakiś kawałek mnie jest dotkliwie smutny. To sprawia, że nie znoszę takich chwil i strasznie się wtedy nakręcam na działanie, żeby nie czuć tego smutku. Potem jednak przychodzi koniec pracy i cisza a do moich drzwi stuka coraz głośniej ta jakaś część mnie i prosi o wysłuchanie... Może kiedyś?&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9115771997686302654-4332745066233020864?l=oczywistosc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://oczywistosc.blogspot.com/feeds/4332745066233020864/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9115771997686302654&amp;postID=4332745066233020864' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9115771997686302654/posts/default/4332745066233020864'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9115771997686302654/posts/default/4332745066233020864'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://oczywistosc.blogspot.com/2007/10/jako.html' title='Jakoś'/><author><name>Tweety</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18133946039888554039</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9115771997686302654.post-2498725586975350060</id><published>2007-10-14T10:01:00.000-07:00</published><updated>2007-10-14T10:11:40.793-07:00</updated><title type='text'>Takie tam różne</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;Już jest właściwie wieczór. Przyjemny dzień w zaciszu domu. Czasem trudno mi taką ciszę i spokój znosić ale nie dziś. Tak przyjemnie i bezpiecznie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cały dzień oglądam też ( to już dalekie jest co prawda od bezpieczeństwa ) programy publicystyczne. Za tydzień wybory i coraz goręcej robi się w tym kraju. Obrzucają się z prawa i z lewa wszystkim co się da. Ze świecą szukać jakiejś normalnej wymiany zdań czy argumentów. Wszystko opiera się na pyskówce i tym, kto komu najwięcej dowali. Przypomina mi to rozprawy sądowe w kiepskim filmie amerykańskim. Wszystko, co powiesz pomimo sprzeciwów sędziego czy obrony jest punktem dla Ciebie. Ława przysięgłych to usłyszała i niech zrobi z tą informacją co chce ale informacja została podana i tylko o to chodziło. Tak to widzę i coraz bardziej mnie przygnębia sytuacja w tym kraju.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Premier, który po debacie zwołuje swoją konferencję prasową żeby na niej ogłosić swoje zwycięstwo. Przy tej okazji oczywiście nie omieszka obrazić znowu kolejnych osób. Kibole, rabunek, chamstwo - to głosy ze strony partii rządzącej w sprawie publiczności zebranej podczas debaty. Publiczności, która żywo reagowała na wypowiadane słowa obu interlokutorów. Może i nie do końca to było właściwie ale oczywiście nie ma jak znaleźć kolejnego kozła ofiarnego winnego klęski, porażki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie można przecież powiedzieć, że było się kompletnie nieprzygotowanym do dyskusji oraz, że przeciwnika się lekceważyło i traktowało bez szacunku. W obliczu klęski trzeba więc szybko znaleźć winnych i ich odpowiednio potraktować. Teraz epitety a potem ???&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9115771997686302654-2498725586975350060?l=oczywistosc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://oczywistosc.blogspot.com/feeds/2498725586975350060/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9115771997686302654&amp;postID=2498725586975350060' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9115771997686302654/posts/default/2498725586975350060'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9115771997686302654/posts/default/2498725586975350060'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://oczywistosc.blogspot.com/2007/10/takie-tam-rne.html' title='Takie tam różne'/><author><name>Tweety</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18133946039888554039</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9115771997686302654.post-4046756664917826583</id><published>2007-10-07T06:35:00.000-07:00</published><updated>2007-10-07T10:50:41.976-07:00</updated><title type='text'>Niedziela</title><content type='html'>&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;Wstałam dziś o szóstej rano z mocnym przekonaniem, że nie pójdę dziś na zajęcia. Po chwili walki ze sobą doszłam jednak do wniosku, że po pierwsze nie będę potem miała pojęcia z czym ten audyt się je. Po drugie nie będę nawet miała od kogo wziąć notatek a po trzecie potem będę miała wyrzuty sumienia, że się poddałam. Co prawda nie sprawdzają obecności ale nie zmienia to faktu, że nieobecność i tak jest zauważana wszem i wobec. Tak więc dotarłam do szkoły i nie żałuję. Te zajęcia są po prostu ciekawe i naprawdę warto jest na nich być.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem próbowałam dostać wpis do indeksu od jednego doktorka i zostałam ofukana. Zjawiłam się na przerwie tłumacząc, że właśnie skończyłam zajęcia a do wpisów musiałabym poczekać kilka godzin. Profesorek odparł, że nic go to nie interesuje i że miałam pół roku na zdobycie wpisu i takie tam. Strasznie mnie denerwuje takie uzewnętrznianie się i epatowanie irytacją. Rozumiem słowo nie i nie przepadam za narzucaniem się. Stwierdziłam, że ok / dosłownie / rozumiem i odwróciłam się na pięcie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Taka beznadziejna organizacja uczelni. Egzaminy mamy w czerwcu i we wrześniu kampanię wrześniową. Przez dwa miesiące od września do października wykładowcy są oblegani przez rzeszę studentów z obłędem w oczach, którzy błagają o wpisy. Bardzo często terminy wpisów wyznaczane są w ciągu tygodnia w godzinach pracy. Dla studentów kierunków zaocznych to oczywisty problem. Poza tym student od tego jest żeby się popłaszczył. Niech wychodzi, prosi, błaga. Jest jeden profesor, który mnie miło zaskoczył. Zarządził swój kontenerek w dziekanacie. Każdy kto chce uzyskać u niego wpis wkłada tam do tego kontenerka swój indeks i wraca po niego w określonym terminie. Odbiera z kontenerka swój podpisany indeks i już. Bez łaski, irytacji i uzewnętrzniania swoich frustracji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak poza tym mam w niedzielę świetne zajęcia. Nawet nie przypuszczałam, że będą mi się podobały a tu takie miłe zaskoczenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest wieczór a ja czuję jak mnie dopada jakaś choroba. Zapisuję się rano do lekarza. Teraz jest taki czas, że wszyscy chorują. Wrrrr...&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9115771997686302654-4046756664917826583?l=oczywistosc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://oczywistosc.blogspot.com/feeds/4046756664917826583/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9115771997686302654&amp;postID=4046756664917826583' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9115771997686302654/posts/default/4046756664917826583'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9115771997686302654/posts/default/4046756664917826583'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://oczywistosc.blogspot.com/2007/10/niedziela.html' title='Niedziela'/><author><name>Tweety</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18133946039888554039</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9115771997686302654.post-1314771129827251620</id><published>2007-10-05T13:01:00.000-07:00</published><updated>2007-10-05T13:07:24.294-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szkoła'/><title type='text'>Wieczornie</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;Jutro szkoła. Muszę wstać strasznie wcześnie ale już opracowałam plan strategiczno - naprawczy dotyczący konieczności opuszczenia kawałka pierwszych zajęć. Potem nie z mojej winy ale nie powiem też że z jakimś ubolewaniem odwołali mi jeden wykład więc mam okienko. Potem niestety zajęcia, na których muszę być ponieważ muszę. Zresztą dziewczyny wlazły mi na ambicję. Dwa tygodnie temu był pierwszy zjazd. Nie ma co ukrywać nie należę do zbyt subordynowanych studentów. Pani od angielskiego zobaczyła mnie pierwszy raz na zaliczeniu :-) Nie wzbudziłam swoją obecnością entuzjazmu a już szczególnie tym, że zaliczyłam test nie chodząc na zajęcia. Wracając do dziewczyn. Powiedziały bestie jedne, że pewnie za dwa tygodnie już mnie nie zobaczą ani później. Obraziłam się prawie i odparłam, że istotnie widać, że one nie wierzą we mnie. W mój upór i chęć uczenia się :-) No więc muszę się jutro pojawić. Mam mocne postanowienie przynajmniej...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9115771997686302654-1314771129827251620?l=oczywistosc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://oczywistosc.blogspot.com/feeds/1314771129827251620/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9115771997686302654&amp;postID=1314771129827251620' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9115771997686302654/posts/default/1314771129827251620'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9115771997686302654/posts/default/1314771129827251620'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://oczywistosc.blogspot.com/2007/10/wieczornie.html' title='Wieczornie'/><author><name>Tweety</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18133946039888554039</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9115771997686302654.post-204587069077867720</id><published>2007-10-05T04:23:00.001-07:00</published><updated>2007-10-05T04:33:03.021-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='jesień'/><title type='text'>Śladami absurdu</title><content type='html'>Dobra, dojechałam do pracy bez specjalnych zgrzytów. Za pomocą metra i autobusu dokolebałam się na miejsce. W pewnym momencie nawet poczułam się nieźle. W uszach ulubiona muzyka, słonko gdzieś tam sobie zaczęło świecić delikatnie no i te piękne liście w kolorach tęczy. Uwielbiam jesień. Uwielbiam ją bardzo, bardzo ale szczególnie wtedy kiedy kolory jesieni podkreślane są słonecznymi promieniami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dotarłam na miejsce i humor mi się pogorszył. Taki standard. Dół jak co dzień. Na biurku siedzi łysy różowy gość z szerokim uśmiechem i nieustannie kiwa do mnie głową. To tak na pocieszenie, jakby mówił - będzie dobrze, trzymaj się, wszystko jest w porządku a jak nie jest to będzie. Wczoraj usłyszałam, że Zus będzie udostępniał dane jednej takiej organizacji. Zajefajne. Niezgodnie z prawem ale cóż w naszym kraju robi się coraz weselej. W razie czego jak zechce im się wpaść do kogoś z wizytą o 6-tej rano zapewne dzięki tym danym będą lepiej przygotowani a dzięki temu sprawniej powsadzają nas wszystkich do więzień. Taki usłyszałam komentarz, że Polska już niedługo będzie jednym wielkim więzieniem. Nie chcę mieszkać w więzieniu...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dokoła dźwięki, głosy, każdy czegoś chce a ja myślę o tym, że jeszcze kilka godzin i pójdę sobie stąd. Do domu :-)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9115771997686302654-204587069077867720?l=oczywistosc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://oczywistosc.blogspot.com/feeds/204587069077867720/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9115771997686302654&amp;postID=204587069077867720' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9115771997686302654/posts/default/204587069077867720'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9115771997686302654/posts/default/204587069077867720'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://oczywistosc.blogspot.com/2007/10/ladami-absurdu.html' title='Śladami absurdu'/><author><name>Tweety</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18133946039888554039</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
